Transformacja Twoim Potencjałem

TRANSFORMACJA: PRAWDZIWA

 

Wyrzuć wszystko i tak zacznij… NAGO*

 

 

Całe lata przywdziewałam setki strojów i masek. Pod ciężarem nadmiaru, który nigdy nie był mój, zatraciłam Siebie totalnie. Dopiero kiedy zrzuciłam te wszystkie pozory i stanęłam w nagości w obliczu Prawdy – odnalazłam Wszystko.

I dzisiaj dziękuję – bo najlepszym sposobem na to, by się (wizerunkowo) odnaleźć, jest się (totalnie) zagubić 🙂

 

 

MARZEC 2017

Ja, w duchu: „Ooo, warsztaty ze stylu – może by się tak zapisać? Pauza No sama nie wiem… No bo niby po co? Przecież ja się już wizerunkowo ogarnęłam. Przecież ja już mam za sobą taką rewolucję. Ja i poradnik przeczytałam, i na analizie kolorystycznej byłam. I ta moja szafa – to znaczy dwie – to już są takie, rzekłabym, mocno spójne. Wiadomo, lekki rozgardiasz jeszcze może i jest, no ale umówmy się – Dusza Artystyczna to taki nieład zawsze mieć będzie.

Pauza.

Dobra, tak terapeutycznie sobie iść mogę. Pokażę babeczce te moje zestawienia, to mi poczucie własnej wartości wróci. Bo jak mnie tak stylistka połechce, to dopiero będzie zastrzyk samozadowolenia. Dobra – niech chwali, niech ja się wreszcie tym cudem, co to się nim wystylizowałam, poczuję. Bo to, że ja nim w tym moich odsłonach jestem, no to ja już przecież wiem.

 

 

Dzień I warsztatów:

Przywdziałam moje wizytowe spodnie w odcieniu ecru i elegancki półgolfik w prążek.

Ja, w duchu: No jak ja tak wejdę, to ta prowadząca to mnie na cokole chyba postawi, co bym za przykład dla innych robiła.

Uśmiecham się do siebie soczyście.

Ja, w duchu: Ach, damą być!

Wchodzę. Kokiem na czubku głowy zarzucam nonszalancko na lewo i prawo. Omiatam wzrokiem przestrzeń.

Ja, w duchu: Noo, w taki klimat to ja się wpisuję. Tu to ja wreszcie wiem, że błyszczę. Diament we właściwej oprawie.

Wchodzi Ania. Nie zarzuca niczym. Po prostu JEST. A obecność ta wbija mnie w kanapę. Ania podchodzi, podaje mi rękę. Ja swoją niby wyciągam, ale niepewność zbija mnie z tropu. Patrzę na moje eleganckie cygaretki i ich przedni jeszcze chwilę temu odcień ecru jawi mi się niczym zjełczała śmietanka.

Ja, w duchu: Przecież to jest zjawisko, nie kobieta. I żebym ja jej chociaż mogła zarzut uczynić, że dzień, a ta wieczorowo zrobiona. Nie. No kurde nie. Wersja dzienna, a błyszczy babka niczym Swarovski.

Gdzieś głęboko w środku następuje rozpad mój totalny.

Łkanie na poziomie podskórnym i póki co bardziej jeszcze podświadomym, no bo przecież nie po to ja tyle tych poradników o wizerunku czytałam i analiz typu urody z gruponu trzaskałam, żeby jej teraz powiedzieć, że mi się właśnie światopogląd przewrócił.

Uśmiecham się siermiężnie, prawdę wypieram, a w środku gdzieś dobywa się ze mnie załkane „Boże, co ja żem sobie uczyniła”. Ania z gracją bogini przemierza alejkę butiku. W środku załkane coraz mocniej „Boże, żebym ja to sobie chociaż darmo uczyniła. A ja jeszcze za to płaciłam”.

W środku Niagara. A tak naprawdę to chyba Zalew Zegrzyński, bo jak widzę zjawiskową Anię w sweterku a’la basic, to moje cygaretki nie jawią mi się już niczym paryski szyk. Są jak berlinki z przeceny, bo termin krótki.

Ania zaczyna nam zadawać jakieś pytania. Ja coś tam pod nosem wymrukuję, resztkami sił zresztą, bo wewnątrz to mi się już tylko poczucie własnej wartości w prywatnym Zegrzyńskim topi…

Zaczynamy przywdziewać te nasze hitowe stylizacje przytargane w walizce, co to i jej już nawet nie chcemy, bo raptem ten fenomenalny odcień limonki z okuć działa na nas niczym alarm ostrzegawczy.

Ania w pełni świadoma tego, co robi, z uśmiechem pstryka nam zdjęcia.

Ja, w duchu: Dobra. Ale ta stylizacja z tą burgundową koszulą i rozszerzanymi spodniami to akurat jest moja. No tu to się akurat nie pomyliłam.

Ania: Skąd masz tę koszulę? Jest rewelacyjna. Ty masz w sobie coś japońskiego, a ona to wyraża.

Uśmiecham się dobyta tym głosem uznania z głębin zalewu.

Ja, w duchu: No, no Agatka. Ty to jednak w tej szafie takich głupich wyborów nie poczyniłaś. Zakładaj resztę i uśmiechaj się do ludzi, bo dobrze to ty jednak wyglądasz.

Przywdziewam szarą kamizelkę z włoskiego outletu.

Ja, w duchu: Włoska jakość to jest jednak włoska jakość. I za takie wybory, Agatka, to ty się chwal, bo to ci już teraz latami będzie służyć.

Ania co prawda nie komplementuje tej stylizacji, ale umówmy się – cud, jaki jest, każdy widzi.

Ja, w duchu: No i jeszcze moje jelonki. Ten żakiet to od razu wpadł mi w oko. Ja po prostu wiedziałam, że jesteśmy sobie pisani.

Podskórnie coś jednak chyba czuję, że jelonki w pełni moje nie są, bo kiedy tylko przywdziewam tę wybitnie podkreślającą mój charakter stylizację, a Ania zaczyna robić zdjęcia, upewniam ją słów potokiem, że tak – jelonki przez życie prowadzić mnie będą. (Nie ma to jak musieć kogoś przekonywać traktatem z ust swoich, no bo wybitna stylizacja to się przecież sama nie obroni… :))

Ania nadmienia jedynie, że ta tkanina to dla mnie zdecydowanie za sztywna. Odmachuję gestem dłoni zaprzeczenia znak, a idąc krok ku Ani, już czuję, że oj, nie – jelonki to mnie jednak przez życie prowadzić nie będą. No bo jak one mnie mają, kurde, prowadzić, jak ja ciałem jedno, a one tą swoją sztywną formą drugie? Nie po drodze nam jednak ze sobą w ogóle…

Ja, w duchu: Dobra. No dobra. No może i trochę sztywny ten żakiecik. Ale wzór to ma ładny bez dwóch zdań.

Ja, do Ani: Ania, ja to lubię duże wzory, bo one mają charakter.

Ania: Ale Ty masz w sobie sama taki charakter, że Sobą znacznie więcej wyrażasz aniżeli jakikolwiek wzór.

Ja: Nieee, no ale one to podkreślają.

Ania: Co najwyżej zagłuszają. Ty potrzebujesz gładkich tkanin i prostych form. Inaczej jest chaos, to wszystko Cię przytłacza.

Ja, w duchu: No to kurde już widzę tę moją zjawiskowość. Jak mi tak takie nic na mnie zostanie, toż ja zginę. W tłumie. Ba, i bez tłumu ja się nie poczuję i nie wybrzmię. Tu trzeba konkretem po oczach, coby być w życiu zauważonym. Jak ja ten naszyjnik w kształcie pączka z lukrem nosiłam, to od razu spojrzenia były na mnie. A jak ja tak goliznę zostawię na tej szyi, to przecież bida z nędzą, a nie zjawisko.

Do domu wracam „z lekka” rozbita, ale składam się jakoś resztkami „strażników” mego piękna.

Ja, w duchu, sięgając po piżamę: Oo, tę piżamkę było zanieść, to by dopiero docenili mój gust. Bo może i po drodze kilka wpadek miałam, ale ta piżamka to jest akurat niezbity dowód na to, że lejące tkaniny to ja sobie świadomie też już w życiu dobierałam.

Zakładam tę moją satynową czarną szlafmycę w potrzebie podbudowania łkającego ego, po czym obiecuję sobie, że na II spotkanie warsztatowe to ja tę piżamkę przyniosę.

 

 

Dzień II warsztatów:

Piżamka okazuje się być gwoździem do trumny. Kiedy Ania widzi kontynuację zawartości mojej szafy upchniętej do walizki, z uśmiechem pyta: „A inne kolory niż czarny nosisz?”

Ja, w duchu: Boże, przecież ja mam prawie wszystko czarne (dociera do mnie po raz pierwszy, acz dosadnie). Pauza Dobra, to może ja sobie ten show z tą „cmentarną” piżamką daruję.

Upycham kolanem piżamkę, coby Ania po nią przez przypadek do tej mojej walizki nie sięgnęła.

Do domu wracam jak z krzyża. Sama go sobie zresztą na grzbiet zarzuciłam. Było się bardziej w tę czerń opatulać, to by mi w życiu lżej było…

Ja, w duchu: Lekkość… Czy mogłam ją sobie odebrać bardziej?…

Na odpowiedź nie przychodzi mi długo czekać. Kiedy wieczorem na spacerze z psem łapie mnie deszcz, mój płaszczyk o przydługich rękawach i oversizowej formie ciągnie mnie ku posadzce niczym stukilowy głaz.

Ja, w duchu: W cholerę z tym wszystkim. Rzucam te ciuchy i ten styl, zanim Los rzuci mnie – światu na pożarcie, bo w takiej odsłonie to ja tych moich skrzydeł kobiety spełnionej jednak nie czuję…

Ileż mnie to kosztowało – wiem tylko ja i Długołęcka, której nawet i smartfon zasługuje na medal za cierpliwość w odbiorze tych wszystkich zatroskanych smsów o długość tych moich nowych spodni i odcień tej poczutej sukienki 🙂 Ale chociaż wątpliwości w tym moich było bez liku – nie zamieniłabym tej wyboistej drogi na żadną inną 🙂 Każde jedno wybrzuszenie ścieżki, po której stąpałam w poszukiwaniu Siebie, stało się fortyfikacją mojej Siły i Poczucia Mnie Samej. I kiedy wreszcie Poczucie to zaczęło mnie prowadzić, zaczęły się dziać cuda prawdziwe 🙂

 

 

CZERWIEC 2017

Wychodzę saute w poczutych Sobą ciuchach 🙂 Basicowa sukienka, balerinki. Moja grzywka nieokiełznana 🙂

Na przystanku dostrzegam sąsiadkę.

Sąsiadka: Pięknie wyglądasz.

Ja: Oo, dziękuję Ci bardzo.

Wchodzimy do autobusu.

Ja: Wiesz, ten projekt, co Ci o nim smsowo mówiłam, ja bym bardzo chciała, żebyś Ty się w niego zaangażowała. (…) Trzaskam o projekcie przez kolejne trzy minuty 🙂 Sąsiadka słucha. A w zasadzie wlepia we mnie wzrok, bo jak się okazuje, chyba w ogóle nie słucha 🙂

Kończę wypowiedź, oczekując ustosunkowania się.

Sąsiadka: Naprawdę.

Ja, w duchu: Jak ona z takim zachwytem, to ten projekt musi być naprawdę super.

Sąsiadka, kontynuując: Naprawdę, wyglądasz zjawiskowo.

 

🙂

 

WRZESIEŃ 2017

Idę w swojej drugiej skórze – prostych zielonych spodniach i gładkiej białej koszuli 🙂 – przez miasto. Po raz pierwszy w życiu mym całym nie mam potrzeby porównywania się z napotykanymi po drodze kobietami. Po raz pierwszy w życiu nie czuję ani dyskomfortu, że może ona ma coś bardziej, ani uderzeń ego, że może to bardziej to mam właśnie ja. Jestem. Po prostu jestem. Sobą Prawdziwą i Wydobytą. I chociaż w pełni przytomnie w tej przestrzeni publicznej kroczę, czuje spokój i harmonię niczym w przestrzeni prywatnej i mojej. Nie muszę się z nikim porównywać, niczego nikomu udowadniać. Jestem i czuję się w pełni Sobą bez potrzeby zakreślania swojej przestrzeni jakimkolwiek choćby gestem. A przestrzeń okazuje się zakreślać samoistnie 🙂 Podchodzi do mnie mężczyzna i mówi z uśmiechem „Hej”. Ja mówię w duchu „Jak mawia przytomna Anna Długołęcka – głuchą i ślepą być. Ja już kochany znam i czuję swoją wartość. Ty swojej zupełnie nie, dlatego sprzedając mi komplement, próbujesz ją sobie podbić.” Po czym niewzruszona poszłam dalej.

#przytomność 🙂

Z tu i teraz pozornie wyrywa mnie jedynie dźwięk komunikatora na telefonie. To przyjaciółka z Włoch pisze o swoich odczuciach względem tego, co wieczór przed wrzuciłam na fejsbuka. Zdjęcia Siebie w sukni szytej na miarę mojej Osobowości przez Anię 🙂 Suknia gładka i prosta. Zdjęcie machnięte na poczekaniu. Komentarz mówiący wszystko: „Agata – jaka Ty jesteś piękna!!!” 🙂

 

 

EPILOG

Patrzę w podesłane mi przez Anię zdjęcia z fenomenalnego okresu „ogarniętej wizerunkowo” mnie.

Ja, w duchu: Boże. A ja myślałam, że mieć w domu lustro to jest skarb. A ono mi tylko odbiciem wewnętrznego fałszu było. W środku nieposkładana, wypierałam to, co wymagało przemiany, chowając skrzętnie pod świadomości dywanik. I kiedy w lustrze te moje odzieżowe cuda oglądać mi przyszło, czyniłam to samo. Udawałam przed samą sobą, że wszystko to spójne i moje, wpychając się tym samym w coraz ciaśniejszy gorset braku akceptacji. A wszystko to formę zatraciło totalnie… I niby w tym lustrze byłam ja. A tak naprawdę mnie tam w ogóle nie było…

Ja, w duchu:

(patrząc na zdjęcie mnie w kamizeli)

„O matko przenajświętsza. Toż to góralskie klimaty. W 96 na Gubałówce podobne kamizele widziałam. Tylko tamte jakieś foremniejsze były. Pauza Przecież jak ja bym z tej kamizeli nie wyszła, to ona by mi już rzeczywiście całe lata służyła. Przylgnęłaby do mnie niczym więzienna ksywa, a wyrazy uznania to ja bym co najwyżej za dobrze grzane nerki zbierała… I to od koła gospodyń, a nie mężczyzny żadnego, bo w takiej szacie to nic tylko się kobiecie na robienie na drutach przy kominku zbiera… I jak ja bym tak usiadła, to bym już chyba nie wstała… Przecież to jest iście emerycki klimat.”

(patrząc na zdjęcie mnie w żakiecie w jelonki)

„Jelonki… Wataha, kurde, cała. Zbroja taka, że lepiej nie podchodź. Boże, przecież koło mnie to by się żaden facet nie zakręcił. Przecież ja do tej pory pamiętam – wystarczyło, że się obróciłam, a róg żakieciska wędrował w przeciwległą stronę, stanowiąc zagrożenie dla obecnych wokół mnie ludzi. Boże, to szło krzywdę komuś zrobić tą tkaniną…”

(patrząc na zdjęcie mnie w burgundowej koszuli i rozszerzanych spodniach)

„O jejku, jejku… Moja Azja. Mój Duch Japoński. Myślałam, że on tam był. A była to tam jedynie jego oprawa. A jego tam w ogóle nie było. Co mi po spójnych szatach, jak z mnie wyparło tę spójność totalnie? Nie dźwignie mnie i hrabiny kreacja, jak we mnie takie dojmujące pustostany… Przecież we mnie w ogóle poczucia Mnie Samej nie było…

 

 

Naszyjnik pączek zostawiłam. Jako najskuteczniejsze narządzie samokontroli. Patrzysz i czujesz całą sobą: choćby cię kusił krzyczący „ciebie” slogan na t-shircie, uśmiechasz się do sklepowej witryny i pewnym krokiem idziesz dalej – bo wiesz już i czujesz, że Ty Sama wyrażasz więcej aniżeli jakikolwiek zagłuszający Twoją Prawdę slogan 🙂

 

Dzisiaj Jestem w Pełni.

Prawdziwa i Wydobyta.

A Prawda ta Początkiem była we Mnie <3

 

* Dopóki nie poczujesz, nigdy nie mów, że wiesz… 🙂

 

Jeśli rzeczywiście zjawiskowo wyglądasz, to Ty to nie tylko wiesz, ale przede wszystkim czujesz. A czucie to jest r-z-e-c-z-y-w-i-s-t-y-m doświadczeniem 🙂 Jeżeli rodzi się w Tobie potrzeba, by otoczenie podbijało Ci Twoją wartość poprzez komplementy na temat Twoich stylizacji, to najlepszy dowód na to, że tego nie czujesz. Raz zachwycona Samą Sobą – Spójną i Prawdziwą – otwierasz się na czucie tego, co prawdziwie Twoje. A kiedy już to poczujesz, jesteś Tym Całą Sobą. I nikt Ci już tego nie musi mówić. Ale „paradoks” polega na tym, że kiedy Tobie przestaje zależeć, bo masz już tę pewność w Sobie, inni sami zaczynają do Ciebie z tym uznaniem lgnąć 🙂 Bo Ty już niczego nie musisz udowadniać – Sama w Sobie jesteś najdobitniejszym dowodem 🙂

Emanujesz Pięknem i Siłą w każdej odsłonie.

 

Choćby była najzwyklejsza i basicowa – będzie Zjawiskowa. Tobą, która się już Tym Zjawiskiem poczułaś.

 

Koniec z „Pięknie wyglądam”. Czas na „Jaka Ja jestem Piękna” 🙂

 

W swojej drugiej skórze – ubraniach dobranych pod Ciebie, Twoją Osobowość i Potencjał – Piękną stajesz się już na zawsze. Oprawa podbija i wydobywa Twoje wewnętrzne Piękno i Niesamowitość. I od tej chwili to one niosą Cię w każdej sekundzie Twojego życia 🙂 A ukoronowaniem tej Transformacji jest głos Twoich bliskich – w tym stereotypowo zazdrosnych koleżanek i przyjaciółek 🙂 – które na widok Twojego Ja nie mówią już „Jak Ty pięknie wyglądasz”. Do kanonu ich werbalnej komunikacji z Tobą wkracza „Jaka Ty jesteś Piękna” 🙂

 

*fragmenty kursywą: cytaty z książki Ani Długołęckiej – „poza granice ograniczeń”

przeżyłam i doświadczyłam

Agata Katarzyna Kowalczyk

dramatopisarka i dziennikarka