Listy


Kochane Kobiety

nic bardziej właściwie nie odda efektu przemian jakie się dokonują w człowieku podczas pracy z Programem Rozwoju Absolutna Kobieta jak Wasze listy skierowane do Pani Anny Długołęckiej.

Zapraszamy do dzielenia sie swoimi odczuciami i wrażeniami – jest jeszcze ogromna ilość kobiet potrzebujących wsparcia na drodze własnego rozwoju, Wasze listy i opinie pomogą innym pokonać opór a czasami też wstyd w otworzeniu się na proces przebudowy własnego życia. To czego się boimy – udostępniania swojej słabości staje się dla nas uwolnieniem, a w efekcie naszą siłą. Otwarte pisanie o naszych niedoskonałościach i lękach nie wystawia nas na wstyd – przeciwnie uwalnia nas i wyzwala siłę. Ten paradoks jest kluczem do rozwoju.

„wyrzuć

                   wyrzuć wszystko

            i tak zacznij

                NAGO”

cyt. z książki Anny Długołęckiej „poza granice ograniczeń

 

Pomóżmy innym… pisząc o sobie

 

Oto listy od Was, bardzo Wam za nie dziękujemy:

List do przyjaciela lipiec 2017

 

Wyobraź sobie, że cały rok brałam udział w warsztatach „Wizerunek i moda” w ramach UTW. Zajęcia prowadziła zjawiskowa kobieta pani Anna Długołęcka. Był to czas nie stracony. Jestem wdzięczna losowi, że na swojej drodze spotkałam panią Annę.

 Dzięki pani Annie zrozumiałam, że warto otaczać się ludźmi i rzeczami z najwyższej półki. Ale nie „błyszczącymi” ludźmi i nie luksusowymi rzeczami. Ludźmi wartościowymi zmierzającymi wytyczoną drogą (nieraz bardzo skromnych i niemajętnych). Rzeczami najwyższej jakości (ubiór, wystrój domu, ogrodu). Plewy i śmieci odrzucać, kierując się intuicją.

Czytając książkę Pani Anny „poza granice ograniczeń” czuję się trochę usprawiedliwiona.

Pani Anna obudziła mnie z letargu, bo uważałam, że wszystko co najlepsze mam już za sobą, dzieci usamodzielnione, wnuki odchowane i teraz należy rozliczyć się z przeszłości i pomału  myśleć o odejściu. Porządkować swoje sprawy dla innych i rozliczyć się ze swojego życia.

Dzięki  Pani Annie uświadomiłam sobie, że robiąc to wszystko, mogę być równocześnie atrakcyjną kobietą co przynosi dużo równowagi psychicznej i radości, nie tylko mnie ale i otoczeniu. Przestałam dostrzegać swoje zmarszczki i wszystkie objawy starzenia, a muszę Ci przypomnieć, że mam już 68 lat.

I powinnam zwolnić tempo życia. Bardzo się staram,  ale nie jest to takie proste, jeżeli całe życie było się na najwyższych obrotach. Myślę, że wytrzymałam te piękne i bardzo trudne czasy dzięki sportowi, bo bardzo dużo hormonów szczęścia uaktywniało się i mogłam nie „zwariować”.

Teraz na swojej drodze stawiam sobie nowe cele. Jednym z nich j. właśnie ograniczyć pośpiech. Uświadomiłam sobie, dzięki książce  Pani Anny, że był  on związany z moimi lękami:

– że nie zdążę zrobić coś na czas i co to będzie,

– że zapomnę o czymś i co to będzie.

Teraz więc pracuję nad uwolnieniem się od tych lęków.

– nie zrobię czegoś, nic nie szkodzi – przyjdzie coś innego,

– zapomnę coś, nic nie szkodzi –  będzie coś innego.

Będę się starać, ale nie za wszelką cenę. Jak nie wyjdzie „no to co”. Ale myślę że jednak trochę zwolnię.

Oczywiście ważne i poważne sprawy muszę mieć jednak pod kontrolą.

Najtrudniej jest mi odrzucać ludzi, którzy nie zasługują na moją uwagę. Staram się ich wspierać i pokazywać im równą, prostą drogę (jak mi się wydaje), a na to co oni z tym zrobią już nie mam wpływu.

Jak coś mi się powiedzie, jak otrzymam jakieś „dobro” lubię się nim dzielić z innymi. Oczywiście nie każdy jest gotowy na przyjęcie jego, ……..ale ktoś inny oddaje mi inne dobro.

Wcześniej wydawało mi się, że jestem mistrzynią w organizacji czasu (sobie i innym), a teraz po warsztatach z Panią Anną uważam, że jestem arcymistrzynią. Wcześniej organizowałam swój czas poprzez oczekiwania innych, teraz organizuję czas najpierw sobie dla siebie, a potem przeznaczam swój czas dla innych ograniczając organizowanie czasu innym. I co się okazuje – wszyscy są zadowoleni, bardziej szczęśliwi, bo ja jestem zadbana, radosna, uśmiechnięta.

 Jeszcze raz podkreślam – jestem wdzięczna losowi, że na swojej drodze spotkałam panią Annę.

Twoja przyjaciółka

H.

P.S. Jak ubieram spodnie, mąż mówi: „Uważaj bo zadzwonię do pani Ani” 


Pani książę kupiłam ponad miesiąc temu, ale przeczytałam ją po raz pierwszy dwa dni temu, przebudziwszy się w środku nocy z jakiegoś bliżej nieokreślonego powodu… czytałam jednym tchem, nie powstrzymywałam łez, które nie przestawały płynąć, mając po raz pierwszy poczucie, że jest ktoś na tej ziemi, kto czuje podobnie i nosi niespełnione marzenia (dla Pani już dziś spełnione), a szczególnie marzenie Afryki, bycia kobietą, która może spełniać się zawodowo na wielu płaszczyznach, nie tylko w jednej chronionej „powinnością”…

Już dziś dziękuję Pani, że jakoś przez przypadek natrafiłam na tytuł Pani książki, która towarzyszy mi teraz i utwierdza w trudnych, ale podjętych już decyzjach. Nie chcę Pani zanudzać moją historią, która jak każde życie, nieco pogmatwana, blokuje mnie i to co we mnie. Ale muszę powiedzieć, że to, co jeszcze bardziej mnie do Pani zbliżyło, to fakt, że teraz jestem mamą 4-letniej Miriam, tak jak Pani wtedy mamą 4-letniej Alex. Miriam wychowuję sama.

Wiem, że długa droga przede mną, do osiągnięcia stanu spełnienia i czystej szczęśliwości, ale nie poddam się na pewno. Dziękuję jeszcze raz z całego serca.

Pozdrawiam serdecznie.

A.


Witam Anno, chciałam Ci napisać o wydarzeniu dzisiejszej nocy (nie wiem czy to ma związek z wizualizacją, którą robiłyśmy, ale czuję, że tak).  A mianowicie obudziłam się dzisiaj w nocy, około pierwszej. Poszłam do łazienki, wzięłam ze sobą Twoją książke i stwierdziłam, że ją jeszcze przez chwilę poczytam w łóżku. I tak sobie czytam a tu nagle kątem oka widzę z sufitu „zjeżdża” sobie wielki, czarny pająk, w dodatku nie taki niemraw tylko tak właśnie żwawo. A JA się strasznie boję pająków. I co? I panika!! Co teraz?? Ja tu sama biedna olaboga. PIerwsza myśl oczywiście to taka, że muszę go zabić i to jak najszybciej, ale jak skoro on taki szybki, napewno nie trafię, wejdzie mi na rękę itp., wizji różnych już miałam z pięć przed oczami. Potem, że złapię go w słoik…Ale po chwili myślę, zaraz, zaraz – on tu się musiał pojawić – bo TY musisz pokonać strach. I tak stałam z tym słoikiem i patrzyłam na niego. On tkał sobie sieć, dlatego tak szybko ruszał się. Wziełam głeboki oddech i myślę sobie, spokojnie, że jak utka tą sieć to się w niej zwinie a na drugi dzień ktoś go wyniesie. Przecież nic mi nie zrobi, najwyżej ugryzie, przecież nie umrę. I tak było utkał sieć, zwinął się. Obserwowałam go jeszcze podczas czytania. Po jakmiś czasie poszłam spać. Rano się budzę, nie ma go! Ale nie było już paniki, że się gdzieś czai. Potem okazało się, że przeszedł w drugi róg, więc będzie go można wynieść.

Myślę, że było mi to potrzebne, że pewne rzeczy nie są wcale takie straszne jak na początku wyglądają i jaką na początku wywołują naszą reakcję. Kwestia podejścia do sytuacji.

I dziękuję Tobie, bo to dzięki Tobie zaczęłam myśleć inaczej.

MJ.


Szczelnie zapakowane, zaklejone taśmą, wetknięte za łóżko i zamknięte w pokoiku, który zmienił się w składzik rzeczy nie urzywanych na co dzień. Sama je tam schowałam na pamiątkę, że kiedyś rysowałam. By jakiś ślad pozostał. Tylko po czym ? Przecież ja nadal umiem rysować i mogę malować, to nie koniec…

Ile naszych talentów odkładamy na później i zapominamy o nich, a potem już do nich nie wracamy bo monotonia codzienności skutecznie nam w tym pomaga.

Sama popadłam w taki stan wegetacji bo odkładałam na później kartkę i kredki, choć z tyłu głowy jakby ktoś mi szeptał: rysuj, rysuj, weź się do roboty… Nie bardzo tego głosu słuchała więc pojawiła się osoba, która mnie do tego zachęciła. Świadoma tego, że moim pracom jeszcze dużo brakuje do „perfekcji” ale na tyle dojrzała by wiedzieć ,że pokazanie ich dokładnie w tym momencie swojego życia, ma inny sens niż samo podziwianie warsztatu.

Tak jak na spotkaniach z Anną, dokopywałam się podczas medytacji do swojego małego, zapomianego „Ja” z dzieciństwa, które nikogo się nie wstydziło, uwielbiało śpiewać i tańczyć, tak odkopałam efekty talentu jaki posiadam. I teraz już inaczej na nie patrzę, nie obawiam się krytyki. Każdy z nich jest inny ale wszystkie są moje. A najcenniejszą pracą jest dla mnie mój autoportret, który powstał po warszatatach u Ani. To namacalny dowód jak po ciężkiej pracy nad sobą, kolory zaczęły mi w duszy grać, przenikać się i eksplodować na zewnątrz. Teraz będą widoczne, dla każdego kto będzie chciał je zobaczyć.

BM


Przełomem w moim życiu był rok 2015. To wtedy osiągnęłam cel zawodowy, na który pracowałam ostatnie 10 lat. Wtedy zostałam zwolniona z pracy. Wydawało mi się, że całe życie wali mi się na głowę, że sobie nie poradzę… Przeżyłam to szczególnie dotkliwie, ponieważ pracę traktowałam jako sens życia i jedyne słuszne źródło zadowalającego dochodu.

To właśnie wtedy zaczęła się moje przygoda z polityką. Nigdy wcześniej nie interesowałam się specjalnie polityką ani też nie udzielałam się społecznie. Może dlatego, że polityka źle mi się kojarzyła, a może nigdy nie powstała partia, z którą mogłabym się identyfikować. I tak w maju 2015 znalazłam się na kongresie Nowoczesnej. Kolejnym wyzwaniem były wybory parlamentarne. Niesamowite doświadczenie, dzięki, któremu nauczyłam się wystąpień publicznych, dialogu z ludźmi i przekonywania do swoich racji. Poznałam też fantastycznych ludzi i nawiązałam nowe przyjaźnie.

Niestety po wytężonej pracy przy kampanii przyszło załamanie, posypało się moje zdrowie, opadłam z sił, zaczęły się problemy w związku i brak pieniędzy… wtedy poznałam Anię. To ona pomogła mi stanąć na nogi, pomogła w trudnych momentach i zainspirowała do zmian. To dzięki niej, patrzę inaczej na wiele spraw. To dzięki niej dzisiaj mogę tu być i mówić o sobie, o swojej drodze do absolutnej kobiety.

Niedawno wysłuchałam słów Madonny, która została wybrana Kobietą Roku Billboard 2016. Uważam, że to najlepsze wystąpienie motywacyjne jakie kiedykolwiek słyszałam. Przytoczę cytat, który zapadł mi w pamięć: „Jako kobiety musimy się wspierać. Szukajcie silnych kobiet, aby z nimi współpracować, wspierać się, dać się oświecić. Hejterzy? Dziękuję, dzięki Was jestem dziś silniejsza” – i tego będę się trzymać.

Ania pomogła mi zrozumieć, że kobieca siła bierze się nie z tego, że chodzimy na fitness czy siłownię, biegamy maratony, dźwigamy ciężary godne niejednego kulturysty i wzmacniamy mięśnie – bierze się z tego, że podnosimy się same i z determinacją idziemy dalej.

„Twoja przyszłość jest kreowana przez to co robisz dzisiaj, a nie jutro”. Brzmi banalnie, ale to świadome działanie dziś, tu i teraz pozwala mi iść do przodu, realizować plany i z optymizmem patrzeć w przyszłość. To bycie otwartym na wszystko co niesie życie, wykorzystywanie szans i działanie. Zapewne nie odkryłabym swoich możliwości gdybym bała się zmiany i tkwiła w tym samym miejscu.

M.


 

Podziękowanie dla Ani Długołęckiej              

 

Wstęp…

 

Szukałam kogoś kto mógłby mi pomóc , zrozumieć mnie w tym wszystkim, że jestem inna , zagubiona.

Znalazłam…

Okazała się nią być Ania.

Na pierwsze warsztaty trafiłam dzięki mojej pracownicy, która gdzieś w gazecie wypatrzyła zaproszenie na spotkania kobiet. Zapisała Nas oczywiście.

Pierwsze co przyszło mi do głowy przy spotkaniu Ani na mojej drodze, to iż ta kobieta może właśnie, mnie zrozumieć.

Ania wie czego chce! Jest otwarta na świat i to co ją otacza. Uśmiechnięta! Pełna radości życia!

Zastanawiałam się jak to jest możliwe? Kobieta taka jak ja , zagubiona, smutna i pozbawiona energii może być potem NOWA, promienna i uśmiechnięta? Zadawałam sobie to pytanie bardzo często. Czego tak naprawdę mi brak? Sama nie wiedziałam …buro, nudno i smutno to mój wizerunek   L LLL

Okazało się inaczej…

Ania dała siłę w lepsze jutro. Jutro które, miało nadejść z wielkim hukiem tylko trzeba było w to uwierzyć.

Wiara czyni cuda . Zapewne TAK, ja tym cudem jestem. Odrodzona , nowa , uśmiechnięta i pełna życia J

Eeeeeeeeeeee wierzyć w to?

Jasne!

Nawet bardzo, bardzo!

 

 

 

Rozwinięcie…

Praca daje duże możliwości, angażując się w nią w 100% uspokajam swój umysł, pracuję   na pełnych obrotach myśląc tylko o dobrze wykonanej pracy. Czerpię co dzień radość z pracy co daje dużoooo satysfakcji. Można powiedzieć, że moja praca to moja pasja. Przebywanie pomiędzy ludżmi, a nawet razem z nimi to duży ZASTRZYK. Radość w codziennym życiu, wdzięczność. Daję z siebie to co najlepsze : uśmiech , radość, i szacunek do innych ludzi. Dziękuję za każdy dobrze spędzony dzień i proszę o JESZCZE, lepsze jutro, dni w moim codziennym życiu, życiu w nowym etapie mojego rozwoju, osobistych przeżyć i doświadczeń. Będę spełniać i realizować swoje marzenia. Czuję się silna i gotowa na lepsze jutro.

„ JA” jestem- potęgą, siłą, doskonałością.

„ Tu i teraz” wykonuję w 100%, myślę tylko o tym co wykonuję.

„ Przyciągam tylko to, co chcę i jak chcę”

Jestem piękna, mądra, zdrowa, szczęśliwa, kobieca- tak mówię do lustra każdego ranka.

Myśli, które przychodzą , staram się odganiać od siebie. Jestem tu i teraz !

Teraz jestem inna, świadoma, że to co „wyuczone” już tego nie ma! Odchodzi ode mnie…

Staram się czerpać dużo przyjemności z bardzo małych rzeczy.Nawet picie herbaty z cytrynką w dobrym towarzystwie ( mojej pracownicy) daje dużo satysfakcji. Można rzec, że stało się to Naszym codziennym rytuałem radości i czerpania przyjemności z małych rzeczy.

Jeśli mam dołek , zdejmuję buty i wychodzę na zieloną trawkę gołymi nogami. Stąpając po niej…. jest przyjemnie zimna i daje dużo ukojenia, wyciszenia. Ziemia-człowiek to duże energetyczne poprawienie mojego humoru, a jeśli jeszcze świeci słoneczko wtedy to jest już Bosssko J trawa, ja i słońce to doładowanie energetyczne- polecam każdemu. „ Ja jestem, tu i teraz” – czerpię energię z ziemi. To dar z którego może każdy korzystać !

Brzoza, która rośnie na mojej posesji też daje ukojenie. Przytulam się do niej jeśli jest mi smutno. Trenuję wtedy oddechy: wciągam powietrze przez nos i czuje jak wchodzi do każdej komórki mojego ciała i napełnia je dobrym białym światłem. Zzatrzymuje oddech i patrzę jak światło dociera do każdej komórki, a potem wypuszczam myśląc o tymże wypuszczam wszystko to co jest złe i chore we mnie. I tak powtarzam około dziesięciu razy, ciągle przytulając się do niej i obejmując ją. Poprawia moje pole energetyczne niesamowicie, daje dużo energii J

 

 

 

 

ZAKOŃCZENIE…

Jestem świadomością doskonałą. Koncentruję się na tym co najlepsze dla mnie. Jestem otwarta na przyjmowanie i dawanie. Mam więcej niż mogłam wydać. Stać mnie na każdy lexus. Żyję w dostatku i dobrobycie. Pieniądze napływają do mnie z łatwością. Dziękuję za wieczny strumień obfitości w moim życiu. Kocham pieniądze i czerpię z nich przyjemność.

 

 

Po oczyszczeniu….

Świadoma kobieta, tak można nazwać się po przebytym oczyszczeniu, uzdrowieniu …

To niesamowite! Zostałam oczyszczona

To co działo się podczas sesji trzeba przeżyć samemu,

Odprowadzić dusze tam gdzie ich miejsce do samego najwyższego Boga!

To niesamowite co dzieje się z naszą podświadomością.

Jak możemy być uzależnieni od innych osób, a nawet nimi oplątani.

Jak silne to wszystko jest, sama przekonałam się na swoim ciele, duszy i emocjach.

Co mówi nam rozum , a co serce. Wibracje to niesamowita otoczka co dzieje się z nami podczas, można by było powiedzieć opętania przez inne osoby!

Opętanie tak bym mogła nazwać co było we mnie! Uwolnienie się od tego dało mi chęć do dalszego życia, nowe możliwości mojego rozwoju i przede wszystkim NOWEGO już życia.

Tak, urodziłam się na nowo!

Polecam wszystkim zbłąkanym osobom,

A.


Wielka zmiana…

Spotkałam Anię na swojej drodze w maju. Pewnie nie był to przypadek…. Od tamtego czasu moja sytuacja niewiele się poprawiła, ale na pewno mentalnie jestem już inną osobą.

W maju byłam psychicznym wrakiem, bez nadziei na lepsze jutro. Moja tzw energia życiowa była kompletnie zużyta – a raczej w ogóle jej nie było. Wyniki badań wskazywały na wyniszczenie organizmu – podobno takie wyniki mają ludzie po chemioterapii… Do tego od rana do wieczora towarzyszył mi lęk.

I tu na mojej drodze stanęła Ania. Pełna energii, empatii, ciepła osoba. Pomogła mi sie pozbierać energetycznie, ale warunek był jeden – musiałam też pracować sama.

Pierwsze tygodnie to żmudna codzienna praca, wizualizacje, zmiana myślenia. Wizualizacje powodowały jeszcze większe wyczerpanie, bóle mięśniowe i kołowrotek w głowie. Ale powoli obserwowałam zmiany. Zaczęłam się uśmiechać, biegać i spotykać ze znajomymi. I chociaż moja sytuacja życiowa jeszcze nie jest satysfacjonująca, to przyjmuje wszystko co przynosi życie i radości i porażki traktuje jak kolejne wyzwania.

W ostatni weekend znów śmiałam się do łez i cieszyłam jak dziecko. Już zapomniałam jakie to uczucie. I nawet zwierzęta same do mnie podchodzą :). Nadal pracuję nad sobą i nadal chodzę na warsztaty do Ani.

MS.


Warsztaty „ Absolutnej Kobiety ” prowadzone przez Annę Długołęcką, pojawiły się w moim życiu w momencie w którym wiedziałam, że sama sobie nie poradzę, że nadmiar emocji w moim ciele doszedł do czerwonej kreski i jeśli, zostane z tym sama to eksploduję. Natrafiłam na jakąś barierę w głowie do której nie mam klucza-wiedzy. Tyle już zrobiłam , zawsze byłam wsparciem dla innych, ale tym razem to sama potrzebowałam pomocy.

JA, kobieta 32 letnia, zafundowałam sobie sama reset całego dotychczasowego życia i, z początkiem roku 2016, zostałam z niczym. To nic, to w dzisiejszym świecie; sama, bez mieszkania, samochodu, pracy i nawet komputer. A przecież, to są rzeczy materialne, które przychodzą i odchodzą, rzeczy które nie wnosiły do mojego życia wielkiej wartości, były tylko wygodnym dodatkiem…

Warszaty z Anną to był prezent od wszechświata, na których nauczyłam się ,że mam w sobie wszystko czego potrzebuję do życia. Każdy problem z czegoś wynika i dzięki odpowiednim krokom, znalazłam odpowiedzi. Oczywiście nadal jeszcze ich szukam , bo to jest nieustający proces, świadomego kształtowania swojej osoby, mojego wnętrza jak i zewnętrza …

Na warsztatach, Anna w genialny sposób odszukała we mnie, mnie samą J schowaną pod spodniami i bluzką, szarą myszkę bez wyrazu.Tak, przyznaje się … kazałam jej siedzieć cichutko, by jej świat nie zauważył – Mojej Kobiecości.

Ja ukryłam , a Anna w piękny sposób pokierowała mną bym zobaczyła, wydobyła , nazwała i zapisała na kartce słowa, które stały się dla mnie bazą do budowania na nowo siebie, i swojej Absolutnej Kobiecość.:)

Ż.